Z matki żydówki, Polak, patriota i tajny współpracownik SB. Casus Remigiusza Dziemianowicza
Zjednoczona Prawica w wyniku jesiennych wyborów parlamentarnych została odsunięta od władzy. Premier Donald Tusk tworzył swój rząd. Zapowiedziano twarde rozliczenia z „dyktaturą” PiS. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk kandydatka skrajnej lewicy miała ambicje objęcia teki ministra Edukacji Narodowej. Bez powodzenia. Ostatecznie Tusk powierzył jej funkcję ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
W pewnym momencie opinia publiczna została zelektryzowana wpisem opublikowanym na portalu społecznościowym Facebook dotyczącym osoby przyszłej Pani minister, który stał się popularny i szeroko cytowany:
„jeżeli córka zostanie ministrem edukacji, to współczuje dzieciom, ponieważ wpadną w pełen nowomowy nazi-bolszewicki socrealizm” (…) ale niech ludzie nie skarżą się potem, że jest syf, ostrzegam przed taką minister", i dalej "Tak wychowała ją moja żona (...) córeczka jest typową nazi-bolszewiczką, ale nie ja ją tak wychowywałem, a więc jedynie może mi być przykro”.
Autorem tego postu jest Remigiusz Dziemianowicz biologiczny ojciec Pani minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Komentarz stał się na pewien czas szlagierem. Jego obszerne fragmenty zamieszczono na niektórych portalach informacyjnych. Sam autor stał się krótkotrwałą gwiazdą prawicowych mediów internetowych. Nie pierwszy już zresztą raz. Niestety. Jak czytelnik przekona się za chwilę.
„Od córki dzieli Remigiusza Dziemianowicza wszystko. Nawet wśród opozycji antykomunistycznej wyróżniał się on i wyróżnia bardzo radykalnymi poglądami. Nie wstydząc się swojego żydowskiego pochodzenia, a nawet je mocno akcentując, podkreśla, że jest przede wszystkim polskim patriotą” – można było przeczytać.
Dziemianowicz już wcześniej zwrócił na siebie uwagę. W listopadzie 2019 był jednym z prelegentów podczas spotkania promocyjnego poświęconego książce “Powrót do Jedwabnego” Wojciecha Sumlińskiego, Ewy Kurek i Tomasza Budzyńskiego.
"Z matki Żydówki, z Wielkopolski, jestem Polakiem i wyssałem miłość do ojczyzny z mlekiem mojej matki. W Polsce nie ma i nie było antysemityzmu" – powiedział wtedy teatralnie Dziemianowicz i dodał: “Ci, którzy nazywają Polaków antysemitami, sami nimi są. Jeżeli zapytamy się o bogobojnych, ortodoksyjnych Żydów, to powiedzą: syjoniści to nie są Żydzi, bo oni nie przestrzegają tego, co jest naszą religią”. Odniósł się także do wewnętrznej sytuacji w kraju, i jak to ujął do panujących w niej „układów agenturalnych, które śmierdzą”. Jego wypowiedzi wzbudziły powszechny aplauz wśród licznie zgromadzonej publiczności w Klubie Ronina. Został kilkakrotnie nagrodzony oklaskami. Materiał filmowy z tego spotkania dostępny jest na kanale Blogpressportal.
Remigiusz Dziemianowicz opublikował jeszcze inny post na swoim profilu fejsbukowym dotyczący córki, który przeszedł bez większego echa, choć znacznie ostrzejszy od pierwszego, ale jakby z nim niewspółgrający. Już wtedy prawicowym dziennikarzom powinna zapalić się lampka ostrzegawcza, czy aby na pewno mają do czynienia wiarygodną osobą i czy jest w rzeczywistości tym, za którego się podaje. Przytoczmy więc wpis w całości: „Niebawem będzie głośno, o tym jak jej matka Mirosława agentka WSW, wydała rozkaz zbrodni mojej matki Chryzanty Dziemianowicz, czyli babci Agnieszki, zamordowanej w dniu 29.12.1997 roku. Do tej pory Prokuratura Krajowa przewleka śledztwo choć istnieją wszelkie dowody i matka Agnieszki, moja była żona Mirosława, jej obecny mąż Krzysztof Nowak, znajomi agencji WSW układu wrocławskiego Grzegorz Schetyna, Barbara i Bogdan Zdrojewscy, powinni siedzieć (…) Także Agnieszka planowała wraz z tą reżimową bandą zamordowania mnie, przez przypadek w roku 2013 uniknąłem śmierci. Niech ludzie wiedzą, że Agnieszka będzie siedzieć, zapewne przez wiele lat, bo jest powiązana także z innymi przestępstwami”. W dalszej części materiału postaram się odnieść do tych ciężkich zarzutów.
Zadałem sobie trochę trudu i poznałem skrywane dotąd tajemnice ojca minister Dziemianowicz-Bąk. Tajemnice, które obalają mit działacza antykomunistycznego i patrioty. Jemu poświęcony jest ten artykuł. Dla jasności, Pani minister nie jest politykiem z mojej bajki. Uważam ją i jej koleżanki z rządu, w osobach przykładowo Barbary Nowackej, Katarzyny Kotuli czy Katarzyny Lubnauer za niebezpieczne i lewackie fanatyczki, wrogie tradycyjnie rozumianej polskości, rodziny i zajadle walczące z Kościołem Katolickim.
Niech niniejsza publikacja będzie także przestrogą dla prawicowych mediów, by w przyszłości starały się unikać sytuacji bezrefleksyjnego (bezmyślnego) powoływania się na „autorytety” o wątpliwej proweniencji i wykorzystywania ich jako paliwa do dyskredytowania oponentów politycznych. Ale do rzeczy:
Początki
Remigiusz Dariusz Dziemianowicz (używał drugiego imienia) urodził się w 1960 we Wrocławiu. Tu spędził dzieciństwo i młodość. Jego rodzicami byli Tadeusz i Chryzanta z domu Polaszek. Wychowywany był przez matkę, ojca nie znał. W kwestionariuszach paszportowych o swoim ojcu pisał „brak informacji” lub „ojciec nieznany”. Posiada rodzeństwo. Ma o trzy lata młodszego brata Narcyza. W 1983 ukończył studia na Wydziale Lalkarskim w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej we Wrocławiu. Podczas studiów grał jako aktor we Wrocławskim Teatrze Pantomimy, z którym się potem na kilka lat związał. Po ukończeniu edukacji występował w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu. Próbował także sił jako aktor filmowy. Bez powodzenia. Zagrał drugoplanowe role w kilku filmach fabularnych, w tym w głośnym filmie „Chce mi się wyć” w reżyserii Jacka Skalskiego. Z kraju wyemigrował w 1991 roku.
Kolega Dziemianowicza z lat młodości, który zastrzegł sobie anonimowość tak go wspomina „Remek jest moim równolatkiem, w latach szkolnych razem chodziliśmy na judo. On chyba wcześniej ćwiczył zapasy, ja odszedłem do sekcji karate, nadal się widywaliśmy. Miał młodzieżowy stopień mistrzowski judo. Zaskoczyło mnie to, że wybrał studia aktorskie. Widywaliśmy się potem rzadziej (…). Pod koniec lat osiemdziesiątych coś mówił o PPS”.
W wieku 20 lat Dziemianowicz zawarł związek małżeński z Mirosławą Nowak, o cztery lata starszą od siebie absolwentką pedagogiki i psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Owocem tego związku jest córka Agnieszka, która przyszła na świat w styczniu 1984. Matka Agnieszki, Mirosława Nowak-Dziemianowicz po ukończeniu studiów została pracownikiem naukowym na swojej macierzystej uczelni. Tam też zdobywała kolejne stopnie naukowe. W 2017 Prezydent RP Andrzej Duda nadał jej tytuł profesora nauk społecznych. Swoje obszary badań oraz naukowych zainteresowań określa w sposób następujący „badam relacje między ludźmi, związki intymne, małżeństwo, rodzinę i wszystko to, co dzieje się w nich „pomiędzy”: małżonkami, partnerami, rodzicami i dziećmi”. Jest autorką szeregu publikacji naukowych dotyczących polskich rodzin, między innymi książek „Małżeństwo wobec rozwodu” (1994), czy też „Doświadczenia rodzinne w narracjach” (2002). Tę ostatnią przeczytałem. Interesująca pozycja.
Remigiusz Dziemianowicz znalazł się w orbicie zainteresowania wrocławskiej bezpieki już w 1983. Prawdopodobnie zwrócił na siebie uwagę z powodu jego częstych wyjazdów na zachód. Podróżował do Belgii, Holandii i Niemiec. Jako aktor Teatru Pantomimy udał się na tournée artystyczne do Japonii, a z agencją turystyczną Juventur na wycieczkę do Indii. Młodsi czytelnicy muszą wiedzieć, że w okresie reżimu komunistycznego granice były silnie strzeżone, a paszport był dobrem reglamentowanym i poddanym ścisłej kontroli SB. Bezpieka często używała go wobec osób uprzednio wytypowanych do werbunku jako instrument nacisku lub wręcz szantażu. Biura Paszportowe MSW były dość urodzajną glebą dla werbowników wszelkiego autoramentu z cywilnej i wojskowej bezpieki PRL.
„Mim”, „Pomorzanin”
Według zachowanej w zasobach archiwalnych IPN dokumentacji, Remigiusz Dziemianowicz został pozyskany do współpracy z SB w marcu 1985 w ramach sprawy obiektowej o krypt. „Stars”, prowadzonej w celu „operacyjnej ochrony środowiska artystycznego i aktorskiego przed oddziaływaniem wrogich ośrodków dywersji oraz obcych ideologii”. Przyjął pseudonim „Mim”. Jako podstawę pozyskania odnotowano „dobrowolność”. Możliwe, co było często spotykanym motywem, że Dziemianowicz zgodził się na współpracę z SB w zamian za umożliwienie mu dalszych wyjazdów do krajów wolnego świata. Jego werbownikiem był ppor. Bogusław Brzuzek. Niedługo do grona oficerów prowadzących TW „Mim” dołączyli kpt. Andrzej Beksa (to nie żart) oraz kpt. Jerzy Sokólski. Wszyscy z Wydziału III WUSW we Wrocławiu. Do tych dwóch ostatnich funkcjonariuszy SB, jeszcze powrócimy.
W 1988 nastąpiły radykalne zmiany w życiu agenturalnym TW „Mim”. Tajnemu współpracownikowi nadano nowy pseudonim „Pomorzanin” i wyznaczono zupełnie inne od dotychczasowych, bardziej ambitne zadania operacyjne, a mianowicie: rozpracowywanie wrocławskiego środowiska reaktywowanej rok wcześniej – Polskiej Partii Socjalistycznej.
W życiu osobistym Remigiusza Dziemianowicza także zaszły radykalne zmiany. W 1987 małżeństwo Dziemianowiczów rozpadło się. O rozwód wystąpiła żona Mirosława. Choć rozwód nastąpił bez orzekania o winie, byli małżonkowi szybko popadli w ostry konflikt. Obie strony zaczęły donosić na siebie do Biura Paszportowego MSW w celu zablokowania swojemu adwersarzowi możliwość wyjazdów zagranicznych. Mirosława ze względu na niewywiązywanie się przez byłego męża z obowiązków alimentacyjnych, Remigiusz z kolei ze względu na planowany wyjazd swojej byłej żony na stałe do Izraela.
Wkrótce po rozwodzie Mirosława Nowak-Dziemianowicz ułożyła sobie życie na nowo. Wyszła ponownie za mąż, za fotografa i artystę plastyka Krzysztofa Nowaka. Pozostała przy dotychczasowym nazwisku. Kilka lat później, w 1991 Remigiusz Dziemianowicz wyjechał z kraju i udał się do Szwajcarii, na leczenie – jak twierdzi – nowotworu kości szczęki, gdzie ostatecznie osiadł na stałe. Jak przyznaje w rozmowie, od tego momentu przez wiele lat „nie miał kontaktu z Polską”. Ich córka Agnieszka dorastała i wychowywała się w nowej rodzinie, bez biologicznego ojca. Według relacji Matki przyszłej Pani minister, ojciec Agnieszki ostatni raz widział się z córką, gdy miała 3 latka i nie interesował się własnym dzieckiem. W odpowiedzi Dziemianowicz ripostuje, iż to właśnie była żona ograniczała mu każdy możliwy kontakt z córką. Bez względu na to kto ma rację, faktem jest, że TW „Pomorzanin” był nieobecny w życiu przyszłego polityka skrajnej lewicy i nie miał wpływu na kształtowanie postaw i wyborów życiowych swojej córki, a także nie posiadał podstawowej wiedzy o niej. Ma to o tyle znaczenie, że wpływa na ocenę wiarygodności zarzutów natury kryminalnej pod adresem minister Dziemianowicz-Bąk, jakie jej ojciec publicznie formułuje. Dodajmy b. niskiej wiarygodności.
Wróćmy jednak do przebiegu kariery tajnego współpracownika SB o ps. „Pomorzanin”. Wiemy już, że w 1988 otrzymał nowe zadania polegające na rozpracowywaniu PPS. Przypomnijmy więc okoliczności powstania tej partii oraz omówmy po krótce działania SB skierowane przeciwko środowisku PPS.
PPS w objęciach SB
Polską Partie Socjalistyczną reaktywowano w Warszawie w listopadzie 1987. Liderem i pierwszym przewodniczącym Prezydium Rady Naczelnej PPS został Jan Józef Lipski. Historyk i krytyk literatury, b. żołnierz AK, znany działacz opozycji demokratycznej w PRL, późniejszy Senator I Kadencji oraz głęboko zakonspirowany mason (od 1961 do chwili śmierci we wrześniu 1991 – członek, w tym wieloletni przewodniczący Loży „Kopernik”). Już podczas odbywającego się zjazdu założycielskiego Służba Bezpieczeństwa wkroczyła do świetlicy ogródków działkowych przy ul. Odyńca na Mokotowie, w której zjazd miał miejsce i spacyfikowała dalsze jego prace. Zgromadzenie rozwiązano i zatrzymano kilku jego uczestników. Na czele grupy interwencyjnej SB stał ppłk. Jan Lesiak, który za kilka lat, dzięki osobistemu wstawiennictwu Jacka Kuronia (którego osobiście Lesiak inwigilował w ramach rozpracowania „Watra”), jako wysoki funkcjonariusz Urzędu Ochrony Państwa będzie kontynuował zapoczątkowane przez SB dezintegracyjne działania operacyjne wymierzone przeciwko legalnie już działającej w III RP – Polskiej Partii Socjalistycznej i jej przewodniczącego Piotra Ikonowicza.
Nie wchodząc w dość skomplikowaną i pogmatwaną historię dalszych losów PPS, z kronikarskiego obowiązku należy odnotować tylko, że partia ta z powodu ambicji i osobistych uprzedzeń ich liderów oraz z inspiracji SB błyskawicznie podzieliła się na kilka mniejszych wzajemnie zwalczających się frakcji. Wśród członków założycieli i władz powstałej partii znalazł się Janusz Król wieloletni aktywny agent SB o ps. „Kazimierz”. Już trzy miesiące po podpisaniu deklaracji założycielskiej Lipski ustąpił ze stanowiska przewodniczącego PPS motywując to „dużym nasyceniem SB w jej kierownictwie” i wskazując na wrocławskie struktury kierownicze partii jako szczególnie „nasycone agenturą SB”.
W grudniu 1988 Piotr Ikonowicz wraz ze swoimi zwolennikami (w tym grupą wrocławską, do której należeli m.in. Józef Pinior, Zuzanna Dąbrowska, Czesław Borowczyk, Andrzej Kowalski, Miłka Tyszkiewicz i Remigiusz Dziemianowicz) założył PPS – Rewolucja Demokratyczna. Niespełna dwa miesiące później, bo w lutym 1989 część działaczy PPS-RD i PPS Jana Józefa Lipskiego powołała nową odrębną organizację pod nazwą Porozumienie Prasowe PPS z liderem Grzegorzem Ilką.
Do czasu Kongresu Zjednoczeniowego PPS, który odbył się w październiku 1990 na krajowej scenie politycznej funkcjonowały, co najmniej cztery niezależne nurty PPS. Czytelników zainteresowanych pogłębieniem wiedzy na temat procesu destrukcji PPS i ostatecznego zaniku znaczenia tej partii, odsyłam do bardzo ważnej i trudno dzisiaj niestety dostępnej publikacji naukowej pt. „Polska Partia Socjalistyczna. Dlaczego się nie udało? Szkice. Wspomnienia. Polemiki” (Wydawnictwo IPN, Warszawa 2010).
Powstanie PPS wywołało znaczny rezonans i niepokój na najwyższych szczeblach partii i rządu. Biuro Polityczne KC PZPR zaleciło SB przystąpienie do energicznych i aktywnych działań zmierzających do likwidacji PPS. Wszystkie wojewódzkie urzędy spraw wewnętrznych otrzymały polecenia, aby w razie prób utworzenia na ich terenie struktur PPS podjąć zdecydowane działania represyjne i nie dopuścić do ich powstania. Gdyby represje nie przyniosły oczekiwanego skutku, należało wdrożyć „kontrolę operacyjną” organizatorów PPS i starać się maksymalnie zneutralizować ich działania. Do działań włączono także wojskową bezpiekę. Odnotujmy tutaj tylko niebezpiecznego tajnego współpracownika kontrwywiadu WSW o ps. „Elektronik”, którym był Jacek Zwolak z warszawskiego PPS. Jego oficerami prowadzącymi byli mjr Zbigniew Wojciechowski vel Grabarz i mjr Kazimierz Szulowski z Zarządu WSW Warszawskiego Okręgu Wojskowego, którzy po 1990 kontynuowali służbę w WSI.
W związku z tym Departament III MSW w ramach koordynacji działań SB przeciwko PPS na terenie całego kraju wszczął sprawę operacyjnego rozpracowania o kryp. „Karierowicze”. Oficerem odpowiedzialnym za nadzór nad rozpracowaniem był nie kto inny jak tylko ppłk. Jan Lesiak. We Wrocławiu, którego Wydział III WUSW jako pierwszy w kraju przystąpił do aktywnych działań wobec struktur terenowych PPS założono w listopadzie 1987 sprawę o krypt. „Elipsa”.
W Warszawie wszczęto sprawę operacyjną o kryp. „Kabaret”, w Łodzi o kryp. „Robotnik”, w Poznaniu o kryp. „Związek”, w Płocku o krypt. „Organizator”, w Szczecinie o kryp. „Faworyci”, w Kielcach o kryp. „Socjalista”, w Krakowie o krypt. „Nowy”, w Toruniu sprawę o kryp. „Jowisz”. W styczniu 1989 Służba Bezpieczeństwa odniosła spory sukces – przy pomocy tajnego współpracownika o ps. „Adam” utworzyła kontrolowany przez siebie Komitet Organizacyjny PPS w Siedlcach.
Jak widać SB prowadziła działania operacyjne na szeroką skalę przy pomocy rozbudowanej siatki agenturalnej i ze znaczącymi sukcesami. Co istotne rozpracowanie „Karierowicze” zostało zakończone dopiero 10 maja 1990, miesiąc po uchwaleniu przez Sejm kontraktowy w kwietniu ustawy o likwidacji SB i powołaniu Urzędu Ochrony Państwa.
W uzasadnieniu postanowienia o zakończeniu sprawy operacyjnej „Karierowicze” czytamy: „W obecnej sytuacji społeczno-politycznej działalność PPS utraciła znamiona wrogiej i nielegalnej działalności, a wydawnictwa cechy bezdebitu. Jednocześnie trendy lewackie i trockistowskie, występujące w PPS – Rewolucja Demokratyczna, będą rozpracowywane w ramach sprawy operacyjnego rozpracowywania „Babel” nr 74026. Zakończyć sprawę i złożyć ją w archiwum Biura „C” MSW. W ewidencji pozostawić głównych figurantów: Andrzeja Malanowskiego nr 83004, Piotra Ikonowicza nr 86002 i Grzegorza Ilkę nr 97215”.
SOR „Elipsa”
Jednocześnie SB przystąpiła do opracowania i perspektywicznej agentury, która miała być w przyszłości wykorzystana przez UOP. Do grupy tej należał między innymi TW „Pomorzanin”, a także trzech innych niezidentyfikowanych agentów wrocławskiej SB o ps. „Herkules”, „Gabryś” i „Stefan” – wszyscy wykorzystywani do sprawy operacyjnej o krypt. „Elipsa”.
Jak już wspomnieliśmy wrocławska SB należała do awangardy terenowych jednostek operacyjnych aktywnie rozpracowujących struktury PPS. Za sprawę „Elipsa” odpowiadał kpt. Jerzy Sokólski. Na jego stanie byli TW „Pomorzanin”, „Herkules”, „Gabryś” i „Stefan”. Specjalizował się w ochronie operacyjnej wrocławskich uczelni wyższych. Po wprowadzeniu stanu wojennego wyróżniany i odznaczany za skuteczne zwalczanie podziemnych struktur „Solidarności”. Według zachowanych dokumentów Sokólski prowadził także TW o ps”. Ernest” czyli Leszka Czarneckiego, późniejszego milionera i założyciela Getin Noble Bank oraz Idea Bank, kiedy ten był jeszcze studentem Politechniki Wrocławskiej. Według Michała Rachonia – redaktora Telewizji Republika, Czarnecki miał w latach 2004-2006 powołać Jerzego Sokólskiego do Rady Nadzorczej Górnośląskiego Banku Gospodarczego, a następnie zatrudnić w grupie Getin Bank. Sam Sokólski po likwidacji SB, złożył wniosek o przyjęcie do służby w UOP. W pierwszym podejściu weryfikacji pozytywnie nie przeszedł. Dopiero w wyniku złożenia odwołania do Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej w Warszawie uzyskał opinię pozytywną i ostatecznie wylądował w Policji. Na marginesie tylko dodam, że wiceprzewodniczącym Wojewódzkiej Komisji Kwalifikacyjnej ds. funkcjonariuszy SB dla województwa wrocławskiego oraz pierwszym Szefem Delegatury UOP we Wrocławiu był płk. Ryszard Nowakowski – wieloletni tajny współpracownik kontrwywiadu WSW o ps. „Stroner”.
Równolegle z kpt. Sokólskim Remigiusza Dziemianowcza TW ps. „Pomorzanin” prowadził inny oficer Wydziału III WUSW we Wrocławiu – kpt. Andrzej Beksa. Doświadczony funkcjonariusz SB na linii kontroli operacyjnej środowisk twórczych na terenie województwa wrocławskiego. Nagradzany i wyróżniany za zwalczanie podziemia solidarnościowego. Absolwent 10-miesięcznego kursu specjalnego KGB w Moskwie (1987). Kierowana przez niego sekcja w ramach sprawy o krypt. „Habit” aktywnie zwalczała środowisko aktorskie skupione wokół popularnego Teatru NTS we Wrocławiu. Więcej informacji o prześladowaniu przez SB aktorów i współpracowników tego podziemnego teatru czytelnik może znaleźć (gorąco polecam) w książce „Nie Samym Teatrem – Teatr niezależny we Wrocławiu 1983 – 1987”, której współautorami są m.in. Sebastian Ligarski oraz Grzegorz Majchrzak historycy naukowi z Instytutu Pamięci Narodowej.
Donosy
Donosy jak i meldunki operacyjne TW „Pomorzanina” zachowały się w aktach spraw operacyjnych „Elipsa” i „Karierowicze”. Rezultaty pracy agenturalnej Dziemianowicza wrocławska SB wykorzystywała także w innych sprawach przez siebie prowadzonych. Między innymi w sprawie o kryp. „Medium” założonej na Pomarańczową Alternatywę i jej lidera Waldemara Fydrycha „Majora”, a także w sprawie o krypt. „Granica” dotyczącej kontaktów między działaczami opozycji antykomunistycznej z Polski i innych krajów bloku sowieckiego. Ze swej działalności TW „Pomorzanin” zdawał relacje swoim oficerom prowadzącym w Lokalu Kontaktowym „Brama” oraz w Mieszkaniu Konspiracyjnym „Kwadrat”. Oba miejsca konspiracyjnych spotkań zlokalizowane były na terenie Wrocławia, MK „Kwadrat” przy ul. Kościuszki 72/74.
Dziemianowicz należał do bliskiego otoczenia Józefa Pioniora byłego działacza NSZZ „Solidarności” Dolnego Śląska. Od lipca 1987 Pionior był rzecznikiem strony polskiej Kręgu Przyjaciół Solidarności Polsko-Czechosłowackiej. Związał się również z Ruchem Wolność i Pokój i Pomarańczową Alternatywą. Z tej racji SB miało stały dopływ informacji o działalności Pioniora i jego żony Marii. TW „Pomorzanin” jako przedstawiciel wrocławskiej PPS w Radzie Naczelnej i organizator wrocławskich struktur partii (pełnomocnictwa miał otrzymać od samego Jana Józefa Lipskiego) informował także SB o zamierzeniach, źródłach finansowania, relacjach wewnętrznych, rozłamach, konfliktach i napięciach panujących w środowisku wrocławskich socjalistów. Dzięki niemu SB zabezpieczała operacyjnie i kontrolowała wizyty warszawskich działaczy PPS na terenie Wrocławia.
Na potrzeby SB, TW „Pomorzanin” rozpracowywał środowiska „Solidarności Polsko-Czechosłowackiej” i „Solidarności Polsko-Węgierskiej”. Donosił na ekipę Niezależnej Telewizji Węgierskiej przebywającej we Wrocławiu w 1989. Udzielił SB wyprzedzających informacji o planowanym zjeździe przedstawicieli centrowo-lewicowych partii w Budapeszcie, które odbyło się w lipcu 1989, i w którym TW „Pomorzanin” na zlecenie SB miał uczestniczyć. Dzięki niemu wrocławska SB wiedziała o planowanych w 1988 i 1989 wspólnych akcjach protestacyjnych PPS i Solidarności Walczącej.
Wśród znanych postaci, które przewinęły się w licznych meldunkach operacyjnych i donosach TW „Pomorzanina” wymienić warto obok Józefa Pioniora: Władysława Frasyniuka, Jacka Kuronia, Waldemara Fydrycha „Majora”, Andrzeja Malanowskiego, Grzegorza Ilkę, jego przyszłą żonę Małgorzatę Ponulak, Czesława Borowczyka, Jolantę Skibę, Miłkę Tyszkiewicz, Jarosława Wardęgę, Zuzannę Dąbrowską i jej przyszłego męża Piotra Ikonowicza. Nazwisk jest o wiele więcej.
Ironią historii jest to, iż prawie trzy dekady później córka TW „Pomorzanina” będzie wspólnie z ofiarą jego donosów Piotrem Ikonowiczem politycznie współpracować i startować do parlamentu z jednej listy wyborczej. O swoim bliskim współpracowniku przyszła minister w rządzie premiera Donalda Tuska napisze na swoim koncie na Instagramie „do tej pory z Piotrem Ikonowiczem stawaliśmy wspólnie w walce o godne warunki pracy pocztowców, w obronie bezprawnie wyrzucanych na bruk lokatorów czy w sprzeciwie wobec bezdusznych, korporacyjnych zwolnień za chorowanie. Ja jako posłanka @__lewica, Piotr jako oddany działacz społeczny i lokatorski”. I dalej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podniośle napisze „dziś wspólnie startujemy do Sejmu z listy Lewicy w okręgu gdyńsko-słupskim. I tak jak podczas wszystkich dotychczasowych aktywności, tak w tej kampanii i w nadchodzącej kadencji Sejmu, będziemy nadal – i ja, i Piotr, i Lewica – walczyć o bezpieczeństwo, godność, solidarność każdej i każdego”. Ciekawy jestem, czy Pani Agnieszka była świadkiem kombatanckich opowieści Ikonowicza o wspólnej działalności z jej ojcem. W sumie tragikomiczna sytuacja.
Agentura perspektywiczna
Ostatni meldunek TW „Pomorzanina” pochodzi ze stycznia 1990. W tym samym miesiącu formalnie zakończono z nim współpracę i wyrejestrowano z sieci agenturalnej SB. Jak już wspomnieliśmy TW „Pomorzanin” został zaliczony do tzw. agentury perspektywicznej. W końcowym raporcie o rozwiązaniu współpracy kpt. Jerzy Sokólski stwierdził „według mojej oceny nie można jednak wykluczyć ewentualnej przydatności TW w przyszłej pracy służb specjalnych MSW. Ocena przydatności TW będzie możliwa po sprecyzowaniu nowych zadań resortu. W związku z tym wnioskuję o zarejestrowanie TW „Pomorzanin” nr ewid. 50265 na pseudonim w celu zapewnienia możliwości podtrzymania z nim kontaktu do chwili ostatecznego rozstrzygnięcia”. Meldunek sporządzono w marcu 1990.
I rzeczywiście Remigiusz Dziemianowicz w dniu 15 marca 1990 został zarejestrowany pod nowym numerem ewidencyjnym 58299 w kategorii TW i pod tym samym pseudonimem. Identyczne w swej treści rekomendacje otrzymali tajni współpracownicy „Herkules”, „Gabryś” i „Stefan”. W ten sposób SB dokonała zabezpieczenia swoich źródeł osobowych na wypadek, gdyby w przyszłości UOP chciał podjąć z nimi na nowo kontakt operacyjny. Ostatnie spotkanie TW „Pomorzanina” ze swoim oficerem prowadzącym kpt. Jerzym Sokólskim nastąpiło w dniu 7 maja 1990. Wtedy Dziemianowicz na zakończenie współpracy z SB otrzymał prezent w postaci... portfela. Czy portfel zawierał znak rozpoznawczy lub hasło wywoławcze dla TW na przyszłość, tego funkcjonariusz SB nie odnotował.
Konfrontacja
Udało mi się skontaktować i porozmawiać z Remigiuszem Dziemianowiczem. Nie była to łatwa rozmowa. Trwała niecały kwadrans. Dziemianowicz okazał się osobą impulsywną, wulgarną wręcz chamską. Do wybuchu sprowokowały go moje pytania o podstawy lub przesłanki oskarżenia swojej byłej żony Mirosławy i córki Agnieszki o przyczynienie się do śmierci jego matki Chryzanty (Dziemianowicz twierdzi, że jego matka została zagłodzona, a następne otruta). Na żadne nie był w stanie udzielić sensownej odpowiedzi. Zanim zakończył rozmowę potocznym spierd*laj, zdążył jeszcze obrzucić mnie i obie Panie stekiem wyzwisk. Odniosłem wrażenie, że mój interlokutor nie jest osobą w pełni zrównoważoną i może cierpieć na paranoję.
Lepiej, choć nie pozbawiona inwektyw przebiegała korespondencja wymieniana z nim na czacie. W skrócie, Remigiusz Dziemianowicz pokrętnie, ale przyznał się do współpracy z SB. Pamiętał nawet swój pierwszy pseudonim „Mim”. Potwierdził osobistą znajomość z funkcjonariuszami SB – Beksą i Sokólskim. Jednego z nich rozpoznał na zdjęciu, które mu wcześniej przesłałem. Napomknął o wspólnych libacjach alkoholowych.
Jak już wspomniano Dziemianowicz osiadł na stałe w Szwajcarii. Incydentalnie przyjeżdża do Polski. Nie uchyla się od działalności publicznej. Jest aktywny na swoim profilu fejsbukowym. Ponadto, zaangażował się w akcję referendalną mającą na celu poddanie pod referendum ogólnonarodowe pytanie „czy jesteś za wystąpieniem z NATO i ogłoszeniem neutralności Rzeczypospolitej Polskiej” (sic!). Inicjatywa ta powstała rok po inwazji wojsk Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Komentarz w tym miejscu wydaje się zbędny.
PS. Przed publikacją zwróciliśmy się do prof. Mirosławy Nowak-Dziemianowicz i minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk z prośbą o komentarz wobec formułowanych pod ich adresem kalumnii. Pani profesor w krótkim mailu odpowiedziała, że wypowiedzi jej byłego męża „nie polegają na prawdzie”, oraz że więcej „nie ma nic do powiedzenia na temat tego Pana”. Z kolei Pani minister zignorowała naszą korespondencję.
Piotr Woyciechowski
Portal X: @PiotrW1966
Autor jest niezależnym ekspertem ds. służb specjalnych, byłym wiceprzewodniczącym Komisji Likwidacyjnej WSI i członkiem Komisji ds. Weryfikacji WSI. W niniejszej publikacji wyraża wyłącznie swoje opinie i poglądy.